Moje przygody z piosenk¹
   


Start

Nie jest za póŸno...

Polska Wigilia

Szukam, szukania mi trzeba

Wieczór z Szymborsk¹

Herbatka na Saharze

Wrogów poszukam sobie sam

Historia pewnej znajomoœci

Bia³y Wiersz

Zaczarowana æaglówka...

Kosmopolak

W Ciciborze, w Ciciborze...

Kilka tamtych s³ów

Matka Boska spod Leskowca

Absolutnie



























   
Absolutnie
   

     Po
œród niezliczonych atrakcji wiejskiego æycia, moje letnie wyjazdy do dziadków mia³y jedn¹, która byę moæe nie by³a oczywista, ani dla moich rodziców, ani nawet dla gospodarzy. Dom, w którym spźdza³em beztroskie letnie tygodnie, by³ pe³en zakamarków, których zwiedzanie zamieni³o niejeden ponury deszczowy dzień we wspania³a przygodź. Jednym z takich miejsc by³ pokój na poddaszu, w którym znajdowa³y siźænorodne atrybuty kawalerskiego i panieńskiego æycia, pozostawione przez rodzeństwo mojego ojca, takie jak gramofon z kolekcj¹ p³yt, pó³ki z ksi¹ækami, gitara, i tym podobne skarby.

     Przegl¹danie starych p³yt by³o moim ulubionym zajźciem na deszczowe dni. Do dziœ pamiźtam, kiedy po raz pierwszy uda³o mi siź uruchomię stary gramofon, i z trzeszcz¹cej p³yty us³ysza³em g³os Brendy Lee. Pewnego dnia uwagź moj¹ przyci¹gn¹³ ma³y niepozorny kr¹æek, z dwoma tylko piosenkami. Piosenka na stronie A by³a tak zniszczona, æe nie da³o siź jej w ogóle s³uchaę. Strona B natomiast zawiera³a piosenkź która zupe³nie mnie zauroczy³a, i której do dziœ chźtnie s³ucham. By³a to piosenka „Obiad rodzinny” Wojciecha M³ynarskiego.

     Mia³em wtedy oko³o dziesiźciu lat, i juæ zacz¹³em zauwaæaę, æe w otaczaj¹cym mnie œwiecie doros³ych przewijaj¹ siź pewne nazwiska, postacie, które wydaj¹ siź byę wszździe, i które raz zauwaæone, powracaj¹ jak kometa Halleya, b³yszcz¹c na tle innych. Jedn¹ z takich postaci by³ Wojciech M³ynarski. Od tego pierwszego spotkania na poddaszu domu w Zembrzycach, okaza³o siź æe jest on takæe autorem i oryginalnym wykonawc¹ piosenki „Jesteœmy na wczasach”, któr¹ moæna by³o us³yszeę w sobotnie wieczory z okien chrzanowskiej restauracji „Tźczowa”. On teæ, jak póŸniej odkry³em, napisa³ piosenkź „Nie ma jak u mamy”, która przez wiele lat by³a sta³ym punktem repertuaru niedzielnego Koncertu Æyczeń. Kiedy wiźc pewnego razu wœród starych taœm mojego ojca odkry³em „Balladź o Dzikim Zachodzie”, bez zastanowienia przypisa³em j¹ w³aœciwemu autorowi, bo przecieæ któæ inny móg³by coœ takiego napisaę.

     Postaci z jego piosenek tworz¹ kolorowy t³umek znajomych twarzy, bez których nie móg³bym sobie wyobrazię Polski lat 60-tych i 70-tych. Cytaty z tekstów M³ynarskiego wesz³y na sta³e do naszego codziennego jźzyka, a stwierdzenie „przyjdzie walec i wyrówna” sta³o siź sarkastycznym symbolem rozpadaj¹cej siź gierkowskiej dekady.

     Wojciech M³ynarski jest dla polskiej kultury nazwiskiem takiej samej klasy jak Szopen, Wajda, czy Norwid. Jest on cz³owiekiem-instytucj¹, bez którego nie moæna sobie wyobrazię polskiego kabaretu i polskiej piosenki. My, emigranci, siźgamy po jego p³yty, kiedy chcemy wrócię myœlami do starego kraju, miźdzy innymi dlatego, æe piosenki te niezmiennie kojarz¹ nam siź z miejscami i sytuacjami z Polski sprzed lat. Oby wiźcej takich sympatycznych (i niedrogich) powrotów.

    

 


   
Copyright M. Danek 2008-2009
   
|     danek.net     |     Master and Commander     |