Moje przygody z piosenką
   

  
Start

Nie jest za późno...

Polska Wigilia

Szukam, szukania mi trzeba

Wieczór z Szymborską

Herbatka na Saharze

Wrogów poszukam sobie sam

Historia pewnej znajomości

Biały Wiersz

Zaczarowana żaglówka...

Kosmopolak

W Ciciborze, w Ciciborze...

Kilka tamtych słów

Matka Boska spod Leskowca

Absolutnie






























   
Herbatka na Saharze

    
Jednym z moich ulubionych autorów piosenek jest Sting. Większość jego utworów, to piosenki inteligentne, zarówno muzycznie jak i tekstowo, i przemawiające nie tylko do wielbicieli muzyki rockowej. Jedną z takich perełek jest “Tea in the Sahara” z płyty “Synchronicity”, ostatniej płyty grupy “The Police”, wydanej w roku 1983.

     W sierpniu 1987 jechaliśmy z małą grupą przyjaciół do Tamanrasset, niedużego algierskiego miasteczka w środku Sahary. W Afryce nie jest łatwo podróżować autostopem, ale my  mieliśmy szczęście - gospodarz pola namiotowego, na którym się zatrzymaliśmy, poufnie zdradził nam, że wkrótce zatrzyma się u niego mała karawana, złożona z kilku samochodów, i być może znajdzie się w niej miejsce dla naszej czwórki. Znalaz
ło się. Po paru dniach  przemierzaliśmy znowu pustynię, jadąc do oddalonego o 1400 km celu naszej podroży. W ciągu dnia jechaliśmy prosto na południe, orientując się po śladach innych samochodów i blaszanych beczkach z napisem “Tam”. Noce spędzaliśmy na gładkim jak stół, rozgrzanym piasku pustyni, śpiąc w środku kręgu samochodów.

     W jeden z takich wieczorów, siedzieliśmy przy herbacie wokół ogniska, słuchając opowieści o Tuaregach i przemytnikach. Zachodzące słońce czerwieniło się jeszcze nad horyzontem. Piasek był wciąż ciepły, ale nie taki już gorący jak w dzień. Z przenośnego magnetofonu sączyła się muzyka.

     Herbata jaką pije się w Północnej Afryce i na Saharze jest bardzo mocna i słodka. Jej przygotowywanie i spożywanie to cały rytuał. Parzy się ją z zielonej herbaty z dodatkiem mięty, a następnie pije się w małych szklankach z grubego szkła. Pomimo, że jest gorąca, doskonale gasi pragnienie. Piliśmy wiec tę tradycyjna herbatę; było już ciemno, kiedy nagle z głośnika dobiegły pierwsze dźwięki “Tea in the Sahara”.

     Zapadła cisza. Nagle nie było już miejsca na  słowa. Odgłosy pustynnej nocy zaczęły mieszać się z odgłosami z piosenki i momentami nie sposób było odróżnić dźwięków z głośnika od tego, co działo się w ciemności za naszymi plecami, poza kręgiem światła. Piosenka o złamanych obietnicach, miłości i obsesji, zabrzmiała dla nas bardzo szczególnie tego wieczoru. Znajdowaliśmy się przecież na Saharze, tym  największym pustkowiu Świata, gdzie jak nigdzie indziej człowiek czuje się zależny od natury i osamotniony. Gdzie każda złamana obietnica może skończyć się tragedią, a każde niedotrzymane słowo zostawia po sobie pustkę rozczarowania. Gdzie każda decyzja, każdy krok, i każdy kubek wody od nieznajomego, może zadecydować pomiędzy życiem a śmiercią.

     Od tamtego dnia, gdy słucham tej piosenki, zawsze przypomina mi się wieczór w sercu Sahary. Zostało po nim trochę wspomnień, kilka zdjęć, szklanka pomara
ńczowego piasku. I refleksja, ze może gdyby Ziemia zamieniła się w pustynię, zrozumielibyśmy jak bardzo wszyscy jesteśmy sobie potrzebni.
   

 


   
Copyright M. Danek 2008-2009
   
|     danek.net     |     Master and Commander   |