Moje przygody z piosenką
   

  
Start

Nie jest za późno...

Polska Wigilia

Szukam, szukania mi trzeba

Wieczór z Szymborską

Herbatka na Saharze

Wrogów poszukam sobie sam

Historia pewnej znajomości

Biały Wiersz

Zaczarowana żaglówka...

Kosmopolak

W Ciciborze, w Ciciborze...

Kilka tamtych słów

Matka Boska spod Leskowca

Absolutnie



























   
Matka Boska spod Leskowca
   

     Zanim Beskid Mały stał się popularny wśród pielgrzymów chodzących “śladami Karola Wojtyły”, Leskowiec i okolice były częstym celem niedzielnych wypadów licealistów z pobliskiego Chrzanowa. Bę
dąc w zasięgu godzinnej przejażdżki lokalną ciuchcią, okolica nadawała się świetnie na niedzielne wypady.

     Pewnego mglistego i deszczowego poranka, znalazłem się na szlaku, gdzieś w Mucharzu, a może w Skawcach, dokładnie nie pamiętam. Pogoda nie sprzyjała tego dnia wędrówkom, i może dlatego mój organizm nie zareagował na budzik, powodując, że spóźniłem się na umówiony pociąg. Wsiadłem więc w następny, z nadzieją, że dogonię moich znajomych, zanim dojdą do celu, schroniska na Leskowcu.

     Buty grzęzły mi w błocie, ale właśnie dzięki wszechobecnej wilgoci widziałem wyraźnie ślady posuwającej się przede mną grupy. W pewnym momencie usiadłem zmęczony na rozstaju dróg. Przede mną, w odległości kilku kroków, stała mała kapliczka, trochę pochylona, zaniedbana, nosząca ślady jasnoniebieskiej farby. Mgła rozstapiła się nieco, i tak siedząc zapatrzyłem się w podobiznę Matki Boskiej, stojącej pod zardzewiałym daszkiem, ze złożonymi do modlitwy rękami. Nie była to wcale rzecz niezwykła, kapliczki takie są w Beskidach dość pospolite, ale jednak jakoś ciepło zrobiło mi się na sercu. Ruszyłem w drogę; wkrótce dogoniłem moich przyjaciół i już razem doszliśmy do schroniska.

     W kilka lat później opisałem to miejsce w piosence.

     Matka Boska Spod Leskowca

Matko Boska spod Leskowca
końskich parskań słuchająca
dałbym Ci ja złotych jabłek
dałbym Ci ja miodu słońca
czapę dałbym Ci futrzaną
w sanie wsadził bym w niedzielę
i do Suchej bym pojechał
bieluteńko jak najbielej

sanna hosanna na śnieżnym dywanie
srebrem malowane modrzewiowe sanie

ech zawiało zasypało
w poniedziałek do roboty
śnieg bieluchny na gościńcu
tańczy ze śladami kopyt
człowiek ze mnie nieuczony
ale we wsi powiadają
że czasami ze śnieżycą
aniołowie przybywają

sanna hosanna na śnieżnym dywanie
srebrem malowane modrzewiowe sanie


     W miejscu gdzie sta
ła mała przydrożna kapliczka jest teraz jezioro. Zawsze jednak, kiedy jadę drogą z Wadowice - Sucha Beskidzka, przypomina mi się, wyłaniająca się z mgły i deszczu, Matka Boska spod Leskowca. 

   

 


   
Copyright M. Danek 2008-2009
   
|     danek.net     |     Master and Commander     |